12950357_221669881527750_1907502103_n

PAMIĘTNIK NIEOFICJALNY: 1-3 KWIETNIA

Wrocław to miasto spotkań. Na tym polega jego sens, seksapil; to najważniejsza funkcja miasta – Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Tak się stało, że w tym roku Lwów ma okazję zaprezentować się jako równoprawny partner w ramach tego szczególnego statusu – i po co kłamać – także stać się stolicą, chociażby na sekundę, a w rzeczywistości choćby na miesiąc. O wszystkim co oficjalne już wiadomo, moje zadanie to opowiedzieć o tym, co dzieje się „za kulisami”.

Zdecydowałem, że dla tego rodzaju opowieści niezbędne jest posługiwanie się metaforami. Tak więc stworzyć musimy własną terminologię Lwowskiego Miesiąca. Jak mawiają – nie lękaj się zajrzeć do słownika, a najlepiej zaglądaj codziennie w ciągu tego miesiąca do leksykonu, który specjalnie dla was piszę ja: Lew Krasnoludek.

Rozpoczynamy przewodnik od 1-3 kwietnia we Wrocławiu:

„Art”
Artu jest tu niezwykle dużo. Jest wszechobecny – w nazwach hotelów, hostelów, restauracji i innych rzeczy. Żeby zdobyć tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, konieczna jest popularyzacja właśnie tego słowa, a nie tak jak lubią u nas – „euro” i „luks”.

Hych

Cztery od dawna znane litery, które najlepiej charakteryzują Lwów. Hych – to nie tylko zespół – to całe duchowe ugrupowanie, nie wpisujące się w żadne ramy. Muzyczna moc HYCHa zmusza ludzi do tańca aż do pełnej nirwany. Tam i z powrotem, tam i z powrotem.


„Demokracja”

Demokracja – mamy z nią do czynienia wtedy, gdy w centrum miasta współistnieją: Miesiąc Lwowski, wyznawcy Kryszny, animatorzy baniek mydlanych, polscy narodowcy, uliczni grajkowie i zwykli turyści. Na koniec wkracza Komitet Obrony Demokracji (co oznacza, że nastał czas, gdy trzeba jej bronić).


„Dyplomata bez dyplomatki”

Każdy dyplomata to też człowiek i jednocześnie każdy człowiek powinien czasem być dyplomatą, żeby efektywnie ko-egzystować z pozostałymi. Lubię dyplomatów, którzy pozostają ludźmi; którzy potrafią być punkowi. No a w szczególności lubię tych, którzy mają niezwykły słuch muzyczny – mogą nie tylko wesprzeć, ale jeszcze na koniec zaśpiewać.


„Kamieniec Wrocławski”
 Miejsce do którego ciągnie wszystkich, którzy jadą w kierunku Europejskiej Stolicy Kultury. Jak tylko się ściemnia, reprezentacja natychmiast zawraca i wiadomo już, że jadą do Kamieńca, bynajmniej nie dlatego, że GPS się wysypał. Po prostu artyści zawsze chcą zobaczyć coś więcej, niż zwykli turyści.

„Baseballówka Kaufmana”

To prawie jak wizytówka Jarosza. Słuch się niesie, że sukces Ukrajins’kiego Zrizu zależy od tego, jak często Kaufman ją ubiera. Niektórzy mawiają, że basebollówka przyjechała przed nim i samodzielnie rozpoczęła montaż wystawy. Na otwarciu Kaufman był bez baseballówki, bo i po co jej ta publiczność? Tak więc, Ukrajins’kyj Zriz cieszy się we Wrocławiu niezwykłą popularnością. Baseballówka jest zadowolona!


„Granica”
Umowna linia położona między dwoma państwami, na której przy wjeździe Ukraińcy proszeni są okazanie pieniędzy, a Europejczyków prosi się o cierpliwość. W rzeczywistości granica powstała w konkretnym celu – chodzi o to, żeby ludzie mogli zapoznawać się w kolejce i porozmawiać w spokoju. Co więcej, co poniektórym dzięki alkoholowi udaje się przekroczyć granicę nawet tego nie zauważając.

„Uliczka Lwowska”

Kawa na piasku, kanapka z kiszonym ogórkiem kowale uderzający w takt wędrujących przechodniów. Tak naprawdę – tu wykuwany jest metal. Gra ukraińska muzyka. Najbardziej wszyscy lubią „Jichaw Koza za Dunaj”.


„Moskal”
 Każdy Ukrainiec, to oczywiste, powinien mieć swego własnego Moskala. Moskal pomaga odnaleźć zgubione kurtki, zbiera pozostawione fujarki i saksofony, wyjaśnia artystom po co komu tyle chałwy i dlaczego pomieszaliśmy ją z drukami, instrumentami, itd. Wcześniej czy później Moskalowi uda się przekonać któregoś dinozaura ukraińskiej literatury do wydania wspólnej książki. Tytuł dzieła, w przeciwieństwie do Legii Cudzoziemskiej, „Legia Ukraińska”.

„Paranoja trąbkowa”
Od czasu do czasu każdego ogarnia paranoja. Ale istnieje specjalny rodzaj paranoi – utrata swego instrumentu. Na to też jest, już wcześniej wspomniane, lekarstwo – alkohol. Po zażyciu stosownej dawki paranoja trąbkowa ulatnia się dość szybko, najważniejsze, żeby potem nie zapomnieć, gdzie zostawiłeś swój instrument.

„Kabina dla palących”
 Miejsce w klubie „Pod Klepsydrą” (dla miejscowych – klub „Proza”), które skupia szereg osób ignorujących hasło „Palenie zabija”. Można tu spotkać ukraińskich studentów, dyplomatów, organizatorów, właściciela i barmana, Polaków, Brytyjczyków i Białorusinów. Masz wrażenie, że znajdujesz się na lotnisku, które obsługuje tylko jeden rejs: „Wrocław-Lwów”.



Share This:

facebooktwittergoogle_pluslinkedin